środa, 26 października 2016

"Biurwa" Sylwia Kubryńska



Kto nigdy nie pracował w budżetówce, ten nie potraktuje tej książki równie osobiście, jak ja. Nie będzie miał wrażenia, że miejscami czyta o sobie. A w tych miejscach, w których nie czyta o sobie, to czyta o swoich koleżankach czy kolegach z biura obok. Jakoś tak człowiekowi robi się raźniej na duchu, kiedy może przeczytać, że pewne absurdalne sytuacje mają miejsce nie tylko w tym jednym urzędzie, w którym dane ci było parę lat temu pracować. 
Ewę facet puści przysłowiowym kantem. Nie ma pracy. Ma za to dziecko, choć powinna mieć dwoje. Na takim etapie swojego życia dostaje pracę w Urzędzie Gminy, nawet udaje jej się wynegocjować dwa tysiące ne rękę. Książka pokazuje, jak z dnia na dzień, z dziewczyny, która jeszcze niedawno całkiem nieźle ścigała się z innymi korpo-szczurami, zmienia się w klasyczną biurwę, działająca w myśl zasady "nie da się". Sylwia Kubryńska całkiem zgrabnie maluje obraz lokalnego samorządu, z Burmiszczem na czele i całą armią bardziej lub mniej ważnych urzędników. Ale to tylko tło, bo według mnie dużo ważniejsza jest historia nieszczęśliwej, szukającej pocieszenia w alkoholu, zbyt ambitnej i... bardzo samotnej kobiety, która kiedyś ojciec na dobre pozbawił poczucia własnej wartości. Więc wbrew pozorom nie jest to tylko fraszka na lokalnych urzędasów. 
Książka podobała mi się na tyle, że postanowiłam w przyszłości sięgnąć po inne, napisane przez Sylwię Kubryńską, książki - "Last minute", "Kobieta dość doskonała". "Furia mać".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz